2016
Piąta rano. Pośpiesznie składam namiot w deszczu, na stacji benzynowej gdzieś pod Walencją. Kierowca TIR-a, z którym mam się zabrać, siedzi już w warczącej maszynie i – mimo że tego nie widzę – wiem, że patrzy na mnie poganiająco. Umawialiśmy się inaczej! Wyjazd miał być o szóstej.

Hop.
2022
Trzecia w nocy. Jestem od czternastu godzin non stop w pracy, w hotelu w Danii. Idę przez salę balową, na której imprezuje ponad trzysta osób, w ręku niosę jedno z droższych win w menu. Przy stoliku pijani goście głośno się śmieją, atmosfera rubaszna, ale pozytywna. Całkiem dobrze tu zarabiam, ale powoli czuję, że coraz mniej mi to pasuje.

Hop.
2025
Południe. Poruszam się pionowo w górę, z prędkością 60 kilometrów na godzinę. To jedna z najszybszych wind świata, a ja właśnie wjeżdżam ze swoją grupą na Taipei 101. Kiedyś tylko czytałem o tym wieżowcu – gdy zaczynałem studia, był to najwyższy budynek świata. To końcówka dwutygodniowego wyjazdu po trzech krajach, który pilotuję, i trochę nie dowierzam, że spełnię zaraz jedno z marzeń… będąc w pracy.

Te trzy wydarzenia z mojego życia świetnie pokazują drogę jaką przeszedłem – od autostopowicza do pilota wycieczek. Nie była ona prosta, bo w międzyczasie próbowałem różnych innych prac, w różnych krajach i kręgach kulturowych, często analizując co, jak i dlaczego.
Ta droga pozwoliła mi na nabranie pełnej, złożonej… perspektywy.
Od backpackera do narratora
Przez lata po prostu… doświadczałem.
Po studiach zdecydowałem się wielomiesięczne podróże – autostopem przez Europę, jachtem na Wyspy Kanaryjskie, rok w Azji z plecakiem, autem wokół Bałkanów. Każda wyprawa niosła jakąś lekcję i była pewną formą transformacji. Czasami widziałem to od razu, czasami po latach.
Podróże przeplatałem pracą za granicą. Pracowałem w chaotycznych hostelach, luksusowych hotelach, przerośniętych restauracjach i w za małych barach. Człowiek od wszystkiego – recepcjonista, kelner, barman, co trzeba. Pracowałem fizycznie w polu, jeszcze przed wschodem słońca, na zimnym magazynie, w słonecznym surfcampie czy jako kierowca wożąc znanych DJów z lotniska na festiwal. Polska, Hiszpania, Szkocja, Holandia, Francja, Dania, Szwajcaria… uwielbiałem to, bo to też była podróż!

Pracowałem za granicą, doświadczałem, poznawałem, dobrze zarabiałem i mieszkałem w pięknych miejscach, które sam sobie wybierałem. A mimo to czułem, że to jeszcze nie to. Że jeszcze coś innego jest moją misją i moim powołaniem.
Ale nie umiałem tego dojrzeć.
Moment kliknięcia
Rozwiązanie przyszło, jak to w życiu bywa, przypadkowo.
Byłem wolontariuszem w surfcampie na Teneryfie. W kuchni ktoś się pyta “kto chce jechać jutro na mały trekking do Anagi?” – na co od razu się zgłaszam. Ale tu nie chodzi o uczestnictwo, ale potrzebne jest zastępstwo za gościa, który to zawsze prowadzi… “nooo dobra, mogę i tak zrobić” – zgadzam się, lekko się śmiejąc ze swojej pomyłki. Dobra, to tylko jednorazowe zastępstwo w jednodniowej wycieczce w góry – właściwie nawet nie wycieczka, tylko zabranie ludzi na trzygodzinny spacer.
Ale tu już się zaczynał nowy bieg historii.

To było proste jak bułka z masłem – ustalić plan z ludźmi, wsadzić w auto o umówionej porze, przejechać na drugą stronę wyspy na początek szlaku, rozdać kanapki i przekąski, zabrać szlak z finiszem na punkcie widokowym, wrócić. Tak też zrobiłem, wyszło bardzo spoko, ja i uczestnicy zadowoleni.
Skończyło się organizowaniem tych wycieczek tydzień w tydzień, przez następne dwa miesiące…
Po raz pierwszy od dawna byłem w pełni usatysfakcjonowany swoją pracą. Ludzie byli zadowoleni, ja nie mogłem doczekać się następnych wyjazdów. Dla, swojego urozmaicenia, co tydzień zabierałem ludzi w inne miejsce, modyfikowałem, kombinowałem, testowałem i ulepszałem. Podobał mi się każdy element – planowanie trasy, opowiadanie historii, zarządzanie grupą, rozwiązywanie problemów a nawet prowadzenie auta i puszczanie w nim muzyki.
Po paru takich wycieczkach, już wiedziałem: to jest to.
Dlaczego to robię
Nagle moje wszystkie poprzednie doświadczenia nabrały sensu. Nagle wszystko kliknęło. Okazało się, że byłem na jednym wielkim szkoleniu… do bycia pilotem wycieczek.
Wszystkie różnorodne zakamarki, w które zajrzałem na przestrzeni lat, uczyły mnie różnych perspektyw – szans, możliwości, historii, warunków, kontekstów.
Dziś chcę te różne perspektywy pokazywać i tłumaczyć. Uczyć szerszego patrzenia i lepszego zrozumienia. Zachęcać do odwagi, do zmian w życiu. Bo podróż to nie tylko miejsca – to transformacja tego, jak widzisz świat.
Czym się teraz zajmuję
Dzisiaj prowadzę wycieczki jako pilot – USA, rejsy, Azja, Skandynawia. Prowadzę prelekcje podróżnicze, w których pokazuję, jak podróż zmienia myślenie. Oferuję konsultacje dla osób, które chcą zaplanować swoją wielką przygodę, ale nie wiedzą od czego zacząć.

Piszę też książki i przewodniki, w których dzielę się perspektywą Delfina – a po godzinach gram elektronikę jako DJ, bo muzyka to kolejny język, którym opowiadam.
Jeśli czujesz, że podróż może zmienić Twoje życie – zobacz moją ofertę lub dołącz do Delfinarium, gdzie dzielę się tym, czego nie publikuję nigdzie indziej.
Witaj w moim świecie!
A ponieważ kocham cyferki i statystyki…
autostopem
Chcesz wiedzieć więcej?
Zostaw maila – będzie się działo!
Twój email:
